Author: vegedario

Syte śniadanie z jajecznicy z kurkami nastraja nas pozytywnie na ostatnie 58km w Norwegii. Przed startem wymieniamy łańcuchy na nowe i zbieramy sporo jagód coby mieć co przeżuwać przez cały dzień. Gdy ruszamy M. twierdzi, że kropi, ja nic takiego nie czuję choć rzeczywiście jest pochmurno. Dziś wiatru nie ma wogóle, po obu stronach drogi też jest już niemal płasko.

Tuż przed Kristiansand zauważamy plantację malin i zbieraczy w trakcie pracy. W głowach rodzi nam się pomysł, że możemy w sumie popracować dzień czy dwa. Świat się nie zawali, a podreperowalibyśmy nasz budżet. Niestety na plantacji nie ma właściciela, panowie zbieracze z Rumunii są tylko podwykonawcami i nie mogą nas zatrudnić. Nici z pracy więc ale nawżeraliśmy się malin po uszy przynajmniej, jeszcze na drogę wzięliśmy. Trochę jednak żałujemy bo panowie mówili, że dzienny zarobek to ok. 400zł.

Przedmieścia Kristiansand to strefa ekonomiczna, średnio nam się to podoba z budynkami fabryk dookoła. Miasta to nie nasza specjalność. W samym już mieście sporo bloków, a pod mostami, szosami i wiaduktami wszędzie slumsy bezdomnych żyjących ze sprzedaży puszek. Kierujemy się prosto na przystań promową. W okienku przewoźnika Fjordline kupujemy dwa bilety na kolejny dzień (521 NOK za dwie osoby) na godzinę 6.45! Olaboga, jak to będzie wstać?!

Teraz czas na znalezienie noclegu. W środku miasta nie będzie to łatwe. A jednak jest, to przecież Norwegia. Dwa kilometry od przystani znajduje się zdemilitaryzowana wyspa, która teraz jest parkiem. Mamy tu prawie 1km2 lasu, miejsce na biwak znajdujemy bardzo szybko. Jedyny problem to brak wody, przy budynkach wszędzie są krany jednak brak kluczyków do nich (zapamiętać: na kolejny wyjazd udać się do budowlanego i kupić kluczyk albo wziąć małe kombinerki!) M. jest bardzo zła, że nie może umyć włosów – jak ona się pokaże ludziom na promie jutro? Objecuję jej, że zaraz po przybiciu do Danii umyje włosy.

Zasypiamy i szybko śpimy, bo o 4.00 dzwoni już budzik. Z niemal zamkniętymi oczami jemy śniadanie, pakujemy bagaże i ruszamy po ciemku na opustoszałą przystań. Jest tam kilka czekających aut, ale innych rowerzystów nie ma. Po pustym trapie wjeżdżamy na pokład. Mocujemy rowery i udajemy się na górny pokład. Po kilku minutach prom odbija od brzegu. Tym samym żegnamy się z krajem, który przyniósł nam tyle wspomnień i przezyć do których długo jeszcze będziemy wracać i o nich opowiadać. Dziękujemy Norwegio i objecujemy tu wracać regularnie!

Zdjęcia z pozostałych dni znajdziecie w galerii:

1sponsorzy Norwegia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

frokost - po norwesku "śniadanie"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież