Author: Marlen180

Ból nóg po przebudzeniu doskwierał nam bardzo. Nawet wyjście na siku graniczyło z cudem. Dopiero o 11.00 rozruszaliśmy się na tyle, aby pozbierać ekwipunek i wytoczyć się na trasę. Na naszą korzyść początkowo działał teren, bo mieliśmy 500 m przewyższenia do pokonania. Cały czas w dół – sama frajda! Przy stadionie w Tyssedal korzystamy z toalety i prysznica. Potem na dole odbieramy z krzaczorów nasze puszki i kierujemy się na powrót do Oddy.

Niespodziewanie pojawia się deszcz, ale tym razem pomogły tunele i w miarę na sucho docieramy do centrum handlowego. Gdy weszliśmy do środka, rozpadało się na dobre. Z uśmiechem sprzedajemy puszki, za które inkasujemy bagatela 71 NOK. Wtedy nas ponosi i robimy zakupy aż za 450 NOK (jak na wojnę). Jak sami później stwierdzamy, nie trzeba tak szaleć, bo musimy te toboły wieźć przez kilka dni... Ale nic się nie zepsuje! Czekając na poprawę pogody ucztujemy przy stoliku wewnątrz. W pewnym momencie zauważamy wśród kupujących znane nam twarze: Andżelika i Cezary, a jakże! Siadamy razem i na pogaduchach czas mija znacznie szybciej i milej.

O 18.00 wydaje się, że deszcz nieco zelżał, więc korzystamy i w drogę. Jazda nie trwa długo: od przystanku do przystanku, chowamy się pod dachem jakiejś przychodni, potem pod rozłożystym drzewem i obserwujemy ludzi przyzwyczajonych do takiej aury - chodzą sobie swobodnie.

O 20.30 następuje definitywny koniec deszczu. Wydostajemy się z Oddy, zostawiamy mgły w dole nad miasteczkiem za sobą. Jedzie się super, ale czas szukać noclegu. Problem w tym, że nie ma gdzie: skarpy i skały po lewej, rwąca rzeka po prawej (zmierzamy pod górę), a jedyne miejsca postojowe pozajmowane przez kampery. O 22.00 desperacko pytamy o nocleg na jednej z farm, odpowiedź po raz pierwszy jest przecząca ("Jedźcie na kemping". Do rana pewnie byśmy dojechali...). Ruszamy. Za chwilę jednak dogania nas samochód z tej farmy - to żona własciciela, wskazuje nam miejsce nad spienioną rzeką będące częscią farmy i przeprasza za męża.

Znowu dobrze się skończyło. Po rozbiciu namiotu znów zaczyna lać.

 

Pozostałe zdjęcia z tego i pozostałych dni znajdziecie w galerii:

1sponsorzy Norwegia

frokost - po norwesku "śniadanie"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież