Author: Marlen180

Zbieramy się w porannej mżawce, ale wyruszamy dopiero w południe, punktualnie, żeby nie za wcześnie. Do Oddy mamy 26 km. Po drodze na śniadanie podjadamy dojrzewające właśnie czereśnie z lokalnych sadów tuż przy drodze. Mimo deszczu przez cały dzień do Oddy jedziemy niezwykle przyjemnie po gładkiej szosie. Odda znajduje się na samym końcu fiordu – niezwykle wygląda  krajobraz, gdy odwrócimy się w przeciwnym kierunku: widzimy jak magicznie otwiera się fiord, a jego szczyty jakby tworzą coraz to dalsze plany, jak na obrazie.

 

Pierwszy nasz punkt w mieście to sklep, na pewno nie będzie łatwo, jest niedziela. Otwarty jest tylko Narvesen, który poleciła nam para Polaków spotkanych przed chwilą na placu. Idziemy tam niechętnie: sklepik - Buttik jak na stacjach benzynowych, ceny więc porównywalne; dostępna jest tylko prasa, automaty i batony. Ku naszemu zaskoczeniu mają tam też mini bar: kupujemy dużego hotdoga na spółkę = 29 NOK. Smakuje niespodziewanie dobrze. Na chwilę jesteśmy najedzeni, ale nie mamy większych zapasów na potem. Mamy sporo puszek do oddania, ale musimy z tym poczekać do otwarcia sklepów. Tak więc zaopatrzeni w resztki jedzenia planujemy wybrać się jutro na Język Trolla. Wrócimy do miasteczka dopiero we wtorek.

Udajemy się do infromacji turystycznej. Tutaj korzystając z komputera (10 min. = 10 NOK) zgrywamy część zdjeć na dysk. Pytamy o transport do Skjeggedal = 85 NOK za osobę + dodatkowa opłata za rowery. To tylko kilka kilometrów, ale 500 m przewyższenia. Startujemy więc na siodełkach.

 

Do Tyssedal jedzie się wyśmienicie, jest płasko. Dalej jednak zaczyna się podjazd – jest mocno serpentynowo i stromo w górę. Za magazynem przy tunelu przy fjordzie zostawiamy puszki w krzakach, wrócimy po nie za dwa dni. Patrząc na drogę prowadzącą daleko w górę nasuwa się myśl, żeby spać gdzieś tutaj jeszcze na dole i jutro powalczyć, poza samą szosą nie ma niestety rozsądnie płaskich obszarów do rozbicia namiotu, pchamy więc pod górę. W połowie drogi wypatrujemy polankę za skałami, niestety jest tam już namiot i drugi już się nie zmieści. Kontynuujemy pchanie naszego taboru, wyżej eksplozja jagód, jemy do syta i nastrajmy się do dalszej drogi.

Ostatecznie późnym wieczorem ostatkiem sił rozbijamy namiot tuż przed tamą przy Skjeggedal, wynosząc rowery i cały dobytek stromo po skałach, to na ich szczycie w zagłębieniu jest nasze miejsce na obóz, niczym gniazdo orłów. Tyle zachodu po to, żeby jutro zostawić w tej niedostępnej kryjówce wszystkie graty i o 6 rano wyruszyć na lekko - Trolltunga za 11 km - damy radę, to tylko spacer tam i spowrotem!

Pozostałe zdjęcia z tego i pozostałych dni znajdziecie w galerii:

Podsumowanie tego dnia:

 

1sponsorzy Norwegia

 

 

 

 

 

 

VANN - po norwesku "WODA"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież