Ostatni artykuł i czas podsumowań finansowych. Pewnie zastanawiacie się ile ta wycieczka kosztowała. Byłem w Chinach przez 10 tygodni – musiałem tam dojechać, żyć, jeść, trochę podróżowałem i doświadczyłem trochę atrakcji. Plus taki, że mieszkanie i wszystkie rachunki w nim miałem za darmo więc to jakieś 1 500 juanów miesięcznie zaoszczędzone – za resztę płaciłem sam. A więc zobaczmy jak wygląda paragon z Chin 2014. Ceny w złotówkach:

Będąc tu w Changsha ale też i podróżując po Chinach spotkałem sporo różnych osób; najwięcej w pracy i na mieście to wiadomo, ale i sporo także w podróży – nie tylko Chińczyków. Osoby to naprawdę różne: ciekawe, wesołe, interesujące, zabawne, intrygujące – każdy ma swoją historię. Poniżej sylwetki kilku z tychże osobistości i parę słów o nich. Niektórzy potrafią zainspirować.

Ulic w Changsha jest tak wiele jak nitek w pajęczej sieci. Wszystkie podobne (szczególnie te boczne ukryte od wzroku): rano opustoszałe z wszędzie leżącymi śmieciami – tętniące życiem wieczorem i nocą za sprawą straganów i ulicznych sprzedawców. Lubię przechadzać się po takich uliczkach – zawsze można zobaczyć prawdziwe życie chińczyków. Tym razem jednak było inaczej i choć ulica na którą trafiłem w sumie prawie taka jak pozostałe, to jednak coś w niej innego – odcięta z obu stron fikuśnymi kutymi bramami, zamknięta dla ruchu (choć jakimś cudem samochody tam były) i jakby bardziej pełna ludzi. Dopiero po powrocie do domu dowiedziałem się dlaczego.

Chiny to nie tylko wspaniałe krajobrazy, wielkie dystanse, fascynująca pod każdym względem kultura. Będąc turystą zauważa się tylko to co jest na powierzchni, jest się przejezdnym, który tylko mija świat i ludzi. Mi dane było spędzić pośród Chińczyków i ich codziennego życia nieco dłużej. Ogólnie podróżując wychodzę z założenia, że nie wracam dwa razy do tego samego miejsca gdyż tylko pierwsza wizyta jest Oh Ach, a potem zauważa się coraz więcej pęknięć w ideale, który widzimy (choć już dziś wiem, że nie zawsze…). Jednak jeśli chodzi o Chiny to przez ten relatywnie długi pobyt sporządziłem pewną listę rzeczy, które szczególnie mnie denerwowały. Wiadomo, nic nie jest idealne:

Pojechałem do Chin na wolontariat ale wiadomo przecież nie może cały czas być praca, praca, praca… Trochę się więc przez te 10 tygodni pojeździło po kraju. Byłem przecież w Szanghaju, Wulingyuan, ZhangjiajieLongji Titian i Guilin. Zrobiłem w sumie 4000 km jak wynika z moich obliczeń. Dużo, nie dużo na skalę Chin to malutko ale dla mnie Polaka, który przez całe życie zdecydowanie mniej zrobił w Polsce jeżdżąc raz na parę lat do Warszawy było to nie lada przeżycie, już nie chodzi o dystans pokonany ale o pewną specyfikę i osobliwość podróżowania pociągiem po Państwie Środka.

Chiny to bez wątpienia potęga gospodarcza. Podobno w grudniu 2014 Państwo Środka oficjalnie stało się największą gospodarką świata wyprzedzając chyba od zawsze na tej pozycji gospodarkę amerykańską. Amerykanie mają się czego obawiać (wszyscy inni zresztą też) bo przy wzroście gospodarczym rzędu 10% rocznie Chiny mogą sobie pozwolić na szastanie kasą. Chińczycy kupują światowe firmy, drapacze chmur rosną jak na drożdżach, ludzie się bogacą, chińskie produkty są coraz lepszej jakości. Zbliża się era dobrobytu (Korwin Mikke może mieć i rację).

Dziś epicko nie będzie ale za to będzie informatywnie. Ja jako osoba, która wcale nie wiadomo czemu, ale jara się tak bardzo bambusem muszę przedstawić wam jakie to przeróżne zastosowania znajduje ta roślina w życiu codziennym. Bambus to chyba jedna z roślin z której można zrobić dosłownie wszystko. Co ja się naoglądałem zastosowań go w życiu codziennym to aż głowa mała. Poniżej przedstawiam listę możliwych wariancji bambusowych:

Poranek na tarasach grzbietu smoka był mglisty. Zerwałem się z łóżka już o 5.00 rano bo chciałem być z powrotem w Guilin jak najwcześniej (po południu miałem pociąg do Changsha, a chciałem jeszcze zobaczyć miasto), a także zobaczyć wschód słońca nad tarasami. Mgła przeszkadzała odrobinę w podziwianiu wyłaniającej się zza szczytów porannej jutrzenki ale sposób w jaki przebijające się przez kondensację promienie słońca oświetlały tarasy był jednoznacznie niesamowity. Nasycony porannymi widokami zacząłem schodzić w dół do przystanku autobusowego przy wejściu. Tam niemal pusto.